UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
 

Lęki

Spis treści

 

 

Ucieczka przed źródłem lęku jest naturalną reakcją

 

W dużym domu towarowym matka zdecydowanym ruchem wciąga wrzeszczącego trzylatka do windy.
- Ja zdaję sobie sprawę z faktu, że to dziwnie wygląda – tłumaczy się przed innymi pasażerami – ale, widzicie państwo, mój synek strasznie boi się windy i wiem, że jedynym sposobem, aby pokonał swój strach, jest zmusić go, by tak często jeździł windą, aż do niej przywyknie.
Tymczasem nie jest to wcale jedyny sposób. Co więcej, w większości wypadków nie jest to nawet dobry sposób. Zdumiewające, ale i niepokojące jest to, jak bardzo rozpowszechniona jest ta postawa.
Celina ma lęk wysokości. Zabierzmy ją na najwyższą górę! Jędrek panicznie boi się krów. Chodźmy z nim na pastwisko! Gorzej jeszcze – Dawid boi się wody. Trzeba go do niej wrzucić! Nie twierdzimy, że ta metoda nigdy nie działa. W ciągu wielu lat naszej praktyki klinicznej zdarzyło się nam oglądać najdziwniejsze sposoby postępowania z dziećmi, które w pewnych wypadkach okazywały się jednak skuteczne. Dziecko, w miarę jak dojrzewa, zmierza ku stanowi optymalnemu, bez względu na to, co robią rodzice. Lecz działania w dobrym kierunku są bez wątpienia pomocne, a w przypadku dzieci bardziej wrażliwych mają podstawowe znaczenie.

 

Właściwe postępowanie z lękami trapiącymi dzieci musi opierać się na zrozumieniu faktu, że lęk nie jest czymś złym i godnym potępienia. W społeczeństwach prymitywnych albo wśród zwierząt, ludzie czy istoty żywe boją się tego, co może im zaszkodzić, i oddalają się od tego tak szybko, jak umieją, nierzadko ratując w ten sposób własne życie.

 

Z nami nie dzieje się inaczej. Dziecko ucieka przed tym, co wydaje mu się niebezpieczne i może wyrządzić mu krzywdę. Jak długo utrzymuje się taka skłonność do uciekania, zależy zarówno od konkretnego dziecka, jak i od sytuacji. Dopóki jednak nie ma naprawdę ważnych powodów, by zachowywać się inaczej, powinno się uszanować naturalny odruch unikania tego, co wzbudza lęk.

 

U jednych dzieci reakcja obronna tego typu zdarzy się tylko raz czy dwa. W innych wypadkach może trwać tygodniami lub miesiącami. Zasadą jest, że – nawet bez żadnej pomocy z Waszej strony – dziecko z tego wyrośnie. W miarę upływu czasu zmienia się widzenie świata. Rzeczywistość staje się coraz bardziej zrozumiała, a przez to mniej przerażająca.

 

Jeżeli jednak dziecko nie może pozbyć się jakichś lęków mimo upływu czasu, należy mu w tym stopniowo pomagać. Jeżeli boi się dużych, groźnych psów, można mu kupić małego szczeniaczka. Jeżeli boi się morza, pozwólcie mu chlapać się w płytkim, ciepłym basenie albo w jeziorku.

 

Nie rzucajcie go jednak na głęboką wodę, ani dosłownie, ani w przenośni. Nie okazujcie zniecierpliwienia, jeżeli dziecko nie potrafi pokonać własnych lęków tak szybko jak Waszym zdaniem powinno. W żadnym wypadku nie stosujcie terapii szokowej! Nie zmuszajcie dziecka, aby zmierzyło się z tym, czego się boi.

 

A co najważniejsze – do wszystkich lęków należy odnosić się ze zrozumieniem. U normalnego, zrównoważonego dziecka mają one na ogół krótki żywot. Często zaś dzieje się tak, że kiedy dziecko pokona już lęk, zaczyna odczuwać niezwykły wprost pociąg do rzeczy lub sytuacji, której przedtem tak panicznie się bało.